dwa twarde serca

Witamy Was wszystkich, którzy zechcieliście poświęcić swój czas, ażeby przeczytać pierwsze zdanie, jakie pojawiło się na tym blogu. Powitanie mamy już za sobą, dobrze.

„Na szago” – tak określił pójście na skróty w trakcie jednej ze wspólnych przechadzek Mateusz, mój najlepszy przyjaciel z okresu dzieciństwa  (A). Ten dziwny zwrot – regionalizm – któremu jedni przypisują rodowód niemiecki, a inni rosyjski i który istnieje także w wariantach „na szagę”, „na soga” lub „na siagę”, zdaje się pasować do naszej recepcji świata.

Nie tylko bowiem podróżowanie, ale i życie polega na tym, że trzeba iść na szago, do każdego miejsca, które w jakimś momencie naszej wędrówki po tej planecie stanie się kolejnym jej punktem. Nie nadrabiać drogi, kiedy to nie jest konieczne. Obejść wszystkie przeciwności i przejść nad chwilowymi niedogodnościami. Bez nieuzasadnionego strachu, zbędnych obaw i zwracania uwagi na niewygodę. Bez zbędnych luksusów. Na szago, aby poznać i zrozumieć ludzi oraz miejsca, które napotkamy. Przedrzeć się przez stereotypy, oraz maski i wyjść poza fasady. Bez trywializowania odbioru tego, co dzieje się naokoło.

Podróżowanie to przecież nie jedynie przemieszczanie się po mapie. Warto przy okazji świadomie doświadczać wszystko z pełnym zaangażowaniem. Wyważyć spontaniczność ze zorganizowaniem. Podróżowanie może być przemyślane i zaplanowane, lecz nigdy zbyt rygorystycznie związane planem. Zawsze, by osiągnąć swój pełen wymiar, musi być wieloaspektowe i otwarte na nowe doświadczenia. Tego obiecujemy Wam dostarczyć. Bez bezrefleksyjnego „zaliczania miejsc”.

doscorazonescon

Otwieramy tę witrynę przede wszystkim by pozwolić Wam ujrzeć wszystko, co mogłoby się zmarnować tkwiąc skrycie w naszej pamięci. Przede wszystkim będziemy tu opowiadać o tym, co spotyka nas w naszych podróżach, które napędzają nas niczym kwietny pyłek napędza pszczoły.

Myślę, że godzi się Was już teraz uprzedzić, że nie ograniczymy się jedynie do tego. Monotematyczność to przepis na zanudzenie czytelnika… i kto wtedy będzie czytał tego bloga? W najgorszym wypadku zostanie tu tylko dla nas i wyłącznie ku naszej uciesze. Zawsze coś. W każdym razie, nawet jeśliby przyjąć taką optykę – lepsze to niż niemożność przypomnienia sobie o tym gdzie się było i co się myślało, gdyby któreś z nas zapadło na alzheimera.

Odżegnując się od zgryźliwości, uwierzcie nam, wielu z Was (przy odrobinie chęci i krztynie odwagi) może dotrzeć do najpiękniejszych miejsc na tej planecie. Może nie jutro, ale na przestrzeni dwóch czy trzech lat – z pewnością. Nawet jeśli nie ma się sławetnej lodówki, której sprzedaż mogłaby sfinansować koszty niejednej wyprawy. My biedaki przecież własnej lodówki nigdy nie mieliśmy – wystarczyło odkładać pomalutku grube drobne i przeharować jedne wakacje na saksach. Co więcej, odbyło się to bez żadnego kołcza, który strzelałby spod rękawa końskimi dawkami motywacji. Żaden treser trener nie musiał się trudzić by wskrzesić w nas zapał.

Dokąd więc zmierzacie? – zapytacie.

¡Vamos a Sudamérica! – raźno odpowiadamy.

Od szaleńczego pomysłu do coraz bardziej realnej wizji, a odwrotu już nie ma. Bileciki już kupione. Nie wiemy czy możliwe jest wyczerpujące wyliczenie powodów, dla których chcemy szlajać się po tym egzotycznym (nie tylko dla nas!) kontynencie, gdzie Boże Narodzenie jest w środku lata, wszyscy chodzą na nayerbani i gdzie mówi się po głównie po hiszpańsku kastylijsku. No ale dajmy sobie szansę:

1. Dos corazónes duros (dwa twarde serca) – jesteśmy odważni i wytrwali, zwłaszcza w duecie.

2. Nienawidzimy gnuśności (którą zwiemy „dziadowaniem”) – czujemy straszny dyskomfort siedząc zbyt długo w jednym miejscu i gnijąc. Polecamy wyrzucić telewizor na śmietnik oraz opuścić kanapę. Naprawdę nie trzeba wiele, żeby wyrwać się ze szponów rutyniarstwa. Szkoda życia.

3. Dogodności XXI wieku – nie po to Krzysztof Kolumb, zabrawszy ze sobą 68 ludzi, wyruszył Santa Maríą i wylądował na wyspach tego kontynentu, abyśmy nie odwiedzili tego miejsca. Nie po to też bracia Wilbur i Orville Wright skonstruowali latającą maszynę, abyśmy nie skorzystali z dobrodziejstw, które z tego wynikły. Dysponujemy też Internetem, z którego możemy garściami czerpać informacje, by planować w oparciu o nie naszą wyprawę. Okoliczności doskonałe.

4. Da się podróżować i żyć tanio, a czasem wręcz za darmo. Sami zobaczycie jak.

5. Español – to naprawdę przystępny język, którego uczymy się już od pół roku z okładem. Rzecz niezbędna tamże. Płynności może jeszcze nie osiągnęliśmy, ale podstawy mamy opanowane, a codziennie poznajemy algo más. Wyprawa tamże z pewnością zwiększy nieco naszą biegłość. Czy będziemy tego chcieli czy nie.

6. Przygoda – dobrze będzie poczuć znów ten słodko-pikantny smak. To fenomenalne uczucie, kiedy trafiasz  gdzieś daleko od domu na ludzi, którzy witają Cię z otwartymi ramionami oraz umysłami. Przyjaciół można mieć na całym świecie. Ludzie na ogół są w porządku, niezależnie od ich proweniencji. Przynajmniej na co dzień, w podstawowym kontakcie. Zdajemy sobie przecież sprawę, że świat nie zawsze jest kolorowy, że podróż to sinusoida szczęścia i pecha i że są źli ludzie, rozsiani tu i ówdzie. Dlatego też należy przypomnieć pewną zaletę sytuacji stresowych – adrenalina w niewielkich dozach jest całkiem nieszkodliwa. Rozszerza źrenice, ułatwia oddychanie, a nawet przyspiesza spalanie tłuszczu!

7. To co wyniesiemy nas wzbogaci. Co nas nie zabije, to nas wzmocni. A co nas zabije,  to nas zabije. Bez wątpienia.

Pokażemy Wam jak podróżować i żyć na szago.

Krok za krokiem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s