sen o rocsen

Pośród cordobiańskich gór skryte jest muzeum. Nie jest to kolejne z nudnych muzeów, do jakich wielu z nas mogło przywyknąć podczas szkolnych wycieczek albo indywidualnych wypadów. Dlaczego? Bo to muzeum ludzkości i niezliczonych aspektów jej egzystencji. Uprzedzamy, że aby je odwiedzić należy uzbroić się w dużo wolnego czasu, jeśli nie chce się jedynie przemknąć wśród eksponatów. Tych bowiem można zobaczyć ponad 55 tysięcy (a ta liczba z roku na rok rośnie). A każdy z nich zawiera swój dokładny opis. Gdyby zatem ktoś poświęcił na wizytę zaledwie godzinę z pewnością nawet nie zauważyłby większości obiektów. Wszystkie te skarby można oglądać każdego dnia roku od godziny dziewiątej rano aż do zachodu słońca. Ta perełka znajduje się na obrzeżach wioseczki należącej do przesmyku Traslasierra o uroczej nazwie Nono. Zwie się Museo Polifacetico Rocsen (tłum. Muzeum Wielotematyczne Rocsen).

Kto stoi za tym eklektycznym molochem? Jest to Juan Santiago Bouchon, który z dumą może stwierdzić, że dokonał dzieła swojego życia i spełnił sen, który towarzyszył mu już od dzieciństwa. Ten francuski imigrant, urodzony w 1928 roku mówi sam o sobie: „urodziłem się z silnym powołaniem zbieracza, co miało swoje pierwsze przejawy gdy miałem trzy lata. Interesowało mnie wszystko i chodziłem z kieszeniami pełnymi najrozmaitszych rzeczy. Moja mama mi je zaszywała, żeby się nie niszczyły, lecz bez skutku; wracałem do domu załadowany kamieniami, owadami, korzeniami, itp.” Rozwinięciu kolekcjonerskiego zapału z pewnością sprzyjały odbyte przez niego wszechstronne studia na kierunkach antropologia, sztuki piękne i wzornictwo przemysłowe. Pasja zbieracza nabierała rozpędu, gdyż już w 1950 roku, gdy wraz z rodziną wyemigrował do Argentyny, zabrał ze sobą aż osiem ton bagażu. Cóż, w ówczesnych czasach transport tylu szpargałów drogą morską był jak najbardziej w zasięgu jego ręki i portfela. I bardzo dobrze, bo tenże „bagaż podręczny” stanowić miał bazę pierwszych, zapewne jeszcze niekompletnych, wystaw. Już po dziewiętnastu latach nastąpiło otwarcie muzeum nieopodal Nono. I tak od 1969 roku, liczący wpierw skromne sto metrów kwadratowych sen począł się rozrastać, aż nabrał dzisiejszych, imponujących rozmiarów. Na początku tylko dzięki pomocy rodziny, a obecnie wspierany także przez donatorów i sponsorów. Ludzie z własnej woli są w stanie docenić to „opus magnum”, które zapewne nawet po śmierci właściciela będzie przybierało na rozmiarach pod pieczą jego potomków.

Muzeum to jest inicjatywą całkowicie prywatną i nigdy nie korzystało z pieniędzy zabranych podatnikom by finansować swoją działalność. Sam J. S. Bouchon nie zbija kokosów na jej prowadzeniu. Robi to dla pasji, a nie dla zysku – niekiedy sam sprzedaje bilety nie dając się zdekamuflować gościom. Co ciekawe – żaden z eksponatów nie został zakupiony, wszystkie są albo darami, albo owocami wymian z innymi muzeami. Podobno same dochody z biletów nie przewyższają zanadto kosztów utrzymywania muzeum. Miejsce to jednakże cieszy się popularnością wśród darczyńców. Nie budzi zaskoczenia przy tak imponującej ilości przedmiotów, że najwięcej kosztów pochłania tzw. „wojna z czasem” – czyli szeroko rozumiane utrzymywanie eksponatów w dobrym stanie bądź ich renowacja. Ciekawe ile ton kurzu jak dotąd z nich uprzątnięto?

Gdy przybyliśmy na miejsce uderzył nas widok postaci stojących na baczność na fasadzie budynku. Nie, to nie członkowie ekipy remontowej, ani komitet powitalny. To 49 rzeźb postaci historycznych – dzieł samego właściciela muzeum. Pierwsze z rzeźb przedstawiają praprzodków człowieka, następnie zaś konkretne postaci historyczne. Ostatnie miejsce w tym panteonie zajmuje natomiast Marthin Luther King.

19

Wszyscy ustawieni chronologicznie. Każdy z nich został wybrany jako reprezentant pacyfizmu i humanizmu – grono mistyków (Budda, Konfucjusz Jezus Nazarejczyk w otoczeniu dzieci, Ghandi) oraz świętych (Maria, Dionizy, Franciszek z Asyżu, Klara, Teresa z Kalkuty), panteon filozofów (Anaksagoras, Sokrates, Platon, Diogenes, Arystoteles czy Kartezjusz), artystów (Fidiasz, Da Vinci, Dürer), poetów (Sofokles, Wirgiliusz), wynalazców i naukowców (Pitagoras, Gutenberg, Lamarck, Kepler, Pasteur, Edison czy Curie-Skłodowska), w tym towarzystwie ustawiony został nawet indiański wódz Seattle. Zabrakło jednak miejsca dla postaci, które swoim życiem przyczynili się do rozprzestrzeniania przemocy bądź śmierci. „Aby z mojego działa nie wypływała krew, tylko jak najwięcej światłości” – jak uzasadnia to rzeźbiarz. Ta decyzja wydaje się być bardzo rozsądna. Jakże męczące i przykre jest obserwowanie pomników ku czci polityków i generałów – których nie brakuje w wielu stronach. Numeryczna mistyka liczby siedem tłumaczy wybór liczby rzeźb. Siedem razy siedem, czyli czterdzieści dziewięć. Czas jednak nie był na tyle łaskawy dla J. S. Bouchon – zrządzenie losu chciało, że proces twórczy zajął o jeden rok dłużej, aniżeli powinien. Rzeźbienie zajęło mu osiem, a nie symptomatyczne siedem lat.

„Moim marzeniem było stworzyć muzeum wielotematyczne, tak aby przyciągnąć różnorodnych odbiorców.” – mówi J. S. Bouchon – „Zaobserwowałem, że w muzeach monotematycznych, osoby, które nie są naukowo przygotowane szybko się nudzą i z tego powodu to muzeum jest różnorodne do granic możliwości.”

Co w Muzeum Rocsen można zobaczyć? Skoro skrupulatne wymienienie wszystkich rodzajów eksponatów jest niemożliwe, gdyż samych działów tematycznych jest ponad sto – to warto jednak w skrócie zarysować różnorodność, którą zapewnia nam to niesamowite miejsce. Sami nie bylibyśmy nawet w stanie spamiętać samych działów, toteż kierujemy się rozległą rozpiską zamieszczoną na oficjalnej stronie muzeum.
Rozmaitości uporządkowane zostały zatem w następujące działy. Chemia, fizyka i to, co nieorganiczne (m.in. zbiór 2 tys. minerałów z różnych stron i epok świata); biologia (m.in. tysiąc motyli i 180 ziół leczniczych); antropologia (1200-letnia mumia odnaleziona w Nazca w Peru, liczne czaszki Indian pochodzących z terenów współczesnej Argentyny); archeologia (wszelkiego rodzaju skarby wykopalisk – misy, wazy, narzędzia, figurki); technika (m.in. ekspozycja przedstawiająca ewolucję wynalazku koła, pojazdy z różnych epok, aparatura ukazująca efekty magnetyczne czy optyczne, aparaty służące do komunikacji oraz aparaty fotograficzne, maszyny do pisania i drukarskie, a nawet fotele dentystyczne!).

04a

15

13

02

Poza tym, co jakiś czas, w Rocsen natknąć można się na tzw. „zakątki”. Są to rekonstrukcje wnętrz pokoi, czy – ściślej mówiąc – ognisk domowych odzwierciedlających style życia typowe dla określonych zawodów i szczebli społecznych ludzi w danym miejscu i czasie.

08

13

06

Zakątki te oddają atmosferę każdego ze sposobów życia i uzmysławiają jak bardzo były one różnorodne. Nie są to jednakże rekonstrukcje należące wyłącznie do przeszłości. Odwiedzający muzeum mają bowiem okazję zobaczyć także wizualizację warunków życiowych brazylijskiej biedoty zamieszkujących słynne fawele.

11

Do powyższej kolekcji zaliczają się także odwzorowania miejsc pracy z dawnych lat. Możemy zajrzeć do wnętrz salonów fryzjerskich – męskiego i damskiego.

17

17a

Dla zdecydowanej większości gości najciekawszą częścią wystaw są te dotyczące tego, co od dawna najbliższe było człowiekowi. W tymże muzeum ujrzeć możemy zatem ogromną kolekcję rzeczy codziennego użytku, typowych dla ludzi różnych epok. Ubrania, zegary i zegarki, monety i banknoty, materki czy chociażby lampy.

06a

Nie pominięto przy tej okazji kwestii muzyki, która od zarania dziejów stanowiła ważny element kultury. Ujrzeć można zatem całe ściany zapełnione instrumentami – od najbardziej prymitywnych po najbardziej skomplikowane.

02

Od najstarszych po współczesne. Muzeum pochwalić się może antycznym 13 000-letnim (sic!) inkaskim fletem quena wykonanym z ludzkiego piszczela. Nie pominięto także odtwarzaczy muzycznych, czego dobitnym dowodem jest gigantyczna wystawka gramofonów i szaf grających.

11

Pokaźna wystawa obejmuje także zabawki. Najbardziej urzekającą jej częścią są lale, które mogłyby być pradziadkami plastikowej Barbie, lecz byłoby dla nich ujmą mieć takie wnuczęta. Spoglądając w ich zastygłe buźki domyślamy się, że gdyby tylko potrafiły mówić, wołałyby o pomstę do nieba widząc współczesne lalki.

08

Są bowiem arcydziełami, a gdyby ich ubranka można było powiększyć, starczyłoby na wyposażenie niejednej garderoby teatru bądź filmu. Z innego zaś kąta muzeum w milczeniu spogląda na przechodzących gości dziewiętnastowieczna rodzinka rosyjskich matrioszek.

09

Wśród tylu obiektów natknąć się można także na prawdziwe kurioza. Eksponaty, które są tak niespotykane i dziwne, że człowiek staje jak wryty. Najlepszym przykładem jest idealnie zachowany szkielet dwugłowej krowy. Ten wybryk natury wyłania się niespodzianie spomiędzy innych gablot. Kręgosłup tego stworzenia począł rozdwajać się już na poziomie klatki piersiowej by potem zakończyć się dwoma czaszkami.

04

A może takie rzeczy nie powinny dziwić? Wszak wołu w Argentynie jest więcej niż ludzi – toteż królestwo krów siłą rzeczy może popisać się większą ilością bliźniąt syjamskich.

Szokująca jeszcze bardziej jest makabryczna półka, na której znajdują się dwa ludzkie płody zakonserwowane w dużych słojach. Nienarodzeni na tyle rozwinięci fizycznie, iż niemal nie do odróżnienia od noworodków.

15

Jak dotrzeć do tego miejsca? Nie jest to trudne, nawet gdy nie ma się swojego środka transportu. Wystarczy bowiem z Nono wejść na odpowiednią drogę i tam spokojnie podnieść kciuka. Po kilku bądź kilkunastu minutach z pewnością któreś z przejeżdżających aut się zatrzyma. Jest to bowiem jedyna droga dojazdowa do muzeum, toteż wiadomo dokąd chcemy się udać. Droga powrotna zdaje się być jeszcze prostsza, zwłaszcza, że możemy zapytać o podwózkę kogokolwiek wsiadającego do swojego pojazdu na przymuzealnym parkingu.

Według obliczeń pracowników muzeum, jak dotąd ponad połowa jego gości odwiedziła je po raz kolejny. Świadczy to o tym, że jest to miejsce, które nie sposób przetrawić po jednej wizycie. Rzeczy interesujących jest tu dla większości odwiedzających tyle, że by zapoznać się dogłębnie z danym działem, muszą powrócić. I powracają. My także z pewnością będziemy chcieli wejść w jego progi po raz kolejny, gdy tylko znajdziemy się w pobliżu Nono. Radzimy je uwzględnić w podróży po Argentynie. Bądźcie gotowi na to, że Wy również będziecie chcieli tam wrócić.

 

 

Źródło informacji o muzeum i cytatów z J. S. Bouchon: oficjalna strona Museo Rocsen

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s